Koniec roku przynosi jak zwykle zalew medialnych ocen kończącego się roku i co gorsze – prognoz na przyszły rok. Naturalnym odruchem menedżera jest zapoznanie się przynajmniej z niektórymi z nich i wyciągnięcie wniosków dla własnych zamierzeń. Mam jednak nadzieję, że większość tych prognoz (optymistycznych, pesymistycznych i umiarkowanych) nie zostanie potraktowana zbyt poważnie przez ludzi, którzy poważnie zarządzają poważnymi (choć niekoniecznie wielkimi) pieniędzmi. Większość prognoz spotykanych zarówno w krajowych, jak i w zagranicznych mediach można bowiem zaliczyć do kategorii „sufitologii”. Wiadomo bowiem, że zarówno mniej, jak i bardziej renomowani i utytułowani kandydaci na proroków pozostają bezbronni wobec dramatycznych załamań obserwowanych dotychczas trendów i zdarzeń, którym przypisuje się niskie prawdopodobieństwa. A wiadomo (choćby z prawa wielkich liczb), że tak się właśnie niekiedy dzieje i wtedy dopiero następuje coś, co naprawdę warto byłoby przewidzieć i co posiada olbrzymi, niekiedy niszczycielski, wpływ na gospodarki, społeczeństwa i firmy. Z reguły wobec takich sytuacji „budzimy się z ręką w nocniku”. Tak właśnie było w roku 2008 i wiele, wiele razy poprzednio. Dla zilustrowania tej tezy posłużmy się niezawodną skarbnicą dowcipów określanych w czasach mojej młodości jako „pytania do radia Erewań”. Otóż jedno z tych pytań brzmiało: „czy w komunizmie generałowie będą nadal nosili baranie czapki?”. A oto odpowiedź: „Nie, bo pogłowie generałów szybko rośnie, a pogłowie owiec szybko spada”. W ramach groteskowej konwencji logiczne, ale wyobraźmy sobie, co się stanie, jak jeden lub oba z tych trendów ulegną odwróceniu, albo jak (o zgrozo!!!) komunizm szlag trafi. Wobec takich sytuacji mniej lub bardziej uczeni progności okazują się najczęściej bezradni.

Możemy jednak trochę ułatwić sobie myślenie o przyszłości, jeżeli zainwestujemy w rozpoznanie najważniejszych zjawisk i tendencji, które teraz znajdują się we wczesnej fazie rozwoju. Wymaga to oczywiście systematycznego wysiłku odpowiedniego zaplecza analityczno-badawczego. Niestety w Polsce takie zaplecze niemal nie występuje (poza bardzo nielicznymi wyjątkami) zarówno w strukturach administracji państwowej, czy uczelnianych, jak i w sektorze prywatnym. Mimo to jednak pokuszę się o sformułowanie dziesięciu fundamentalnych moim zdaniem pytań, które zadedykowałbym jednostkom zaplecza analityczno-badawczego, gdyby takie istniały.

Pierwsze pytanie dotyczy finansów publicznych, i to w skali globalnej. Coraz więcej krajów dołącza do „klubu 100%”, gdzie dług publiczny zbliża się do poziomu 100% rocznego dochodu narodowego. Poziom długu publicznego narasta. Najżarliwsi do niedawna apostołowie „kryteriów z Maastricht” taktownie pomijają ten problem milczeniem. Nasze konstytucyjne zapisy dotyczące wymogów radykalnej sanacji finansów publicznych po przekroczeniu progów 55% i 60% wyglądają dość naiwnie. Jakie będą jednak źródła i mechanizmy finansowania oraz koszt tego narastającego zadłużenia. Już w tej chwili obserwuje się ogromne różnice w akceptowanym przez rynek oprocentowaniu papierów rządowych takich krajów jak na przykład Niemcy i Grecja (obecnie 2,5%). Czy te różnice będą narastać? W jaki sposób dotkną kraje biedniejsze i rynki wschodzące? Czy i w jakim stopniu francuskie przysłowie „pożycza się tylko bogatym” znajdzie swoje odzwierciedlenie na globalnym rynku finansowym i w jaki sposób odbije się na zróżnicowaniu szans rozwojowych w skali globu?.

Drugie pytanie wiąże się z pierwszym i dotyczy prawdopodobieństwa pojawienia się w gospodarce globalnej silnych impulsów inflacyjnych i ewentualnej fali inflacji. Znaczny wypływ pustego w gruncie rzeczy pieniądza, emitowanego w ramach programów „quantitative easing”, powinien logicznie rzec biorąc wywołać inflację, zwłaszcza jeśli podwyżki stóp procentowych nie okażą się dostatecznie agresywne i dostatecznie skuteczne. Warto zastanowić się nad możliwościami powtórzenia się scenariusza „stagflacji” (czyli połączenia inflacji ze stagnacją ekonomiczną) z lat 70-tych. W tym kontekście warto też powrócić do analizy szans i zagrożeń związanych ze scenariuszami szybszego i wolniejszego wchodzenia Polski do strefy euro.

Z globalnym systemem finansowym związane jest też trzecie pytanie, które dotyczy przyszłości instrumentów pochodnych i spekulowania nimi na globalnym rynku. Wspomina się na przykład o tym, że ubezpieczenia na życie czy limity emisji dwutlenku węgla mogą odegrać podobną rolę, co kredyty hipoteczne lub długoterminowe kontrakty na dostawę energii, czyli innymi słowy posłużyć jako „surowiec” skrajnie ryzykownych spekulacji. Nie zanosi się jak na razie na globalne regulacje i instytucjonalne zabezpieczenia przeciwko kolejnym odmianom „rosyjskiej ruletki” na skalę globalną. Być może nastąpi to dopiero po kolejnym globalnym kryzysie, którego skutki okażą się jeszcze bardziej niszczycielskie w kategoriach wzrostu ekonomicznego i postępu ekonomicznego.